RADOŚĆ Z WYSIŁKU

Jeżeli ruch, wysiłek fizyczny sprawia radość, jest wyrazem żywiołowego pędu do wyładowania młodzieńczej energii, trudno go wtedy nazywać ascezą. Jest to naturalna i pożyteczna dla ustroju przyjemność. Ale nie zapominajmy, że w pierwotnym swym brzmieniu wyraz asceza oznaczał ćwiczenia intensywne, sy­stematyczne, dążące do udoskonalenia organizmu, usprawnie­nia go i zdobycia sportowych laurów. Takie ćwiczenie bynaj­mniej nie zawsze jest przyjemnością, raczej przeciwnie; często wymagać będzie zaciśnięcia zębów, mobilizacji woli, przeła­mania różnych buntów ciała, jego dolegliwości, ociężałości itp. — słowem, połączone jest często z cierpieniem, z koniecz­nością umartwienia ciała. O  ile w przypadku wysiłku dla przyjemności (przykładem może być choćby taniec) można by powiedzieć, że mamy do czynienia z „pobłażliwością” wyższych ośrodków kory mózgu,które zezwalają na wyładowanie się pewnych podkorówych dążeń i instynktów, uznając to za nieszkodliwe, a nawet potrzebne, to w wypadku ćwiczeń planowanych, treningo­wych, ciało mimo swych sprzeciwów zmuszone jest poddać się nakazom ducha i realizować zamierzony przez niego cel.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *